Przewodnik

9 błędów w tworzeniu SaaS, które po cichu topią młode startupy

Większość młodych produktów SaaS nie umiera przez zły pomysł. Umierają przez garść błędów, których dało się uniknąć, popełnionych w pierwszych miesiącach — oto lista, którą widzimy raz po raz, i sposób, jak ominąć każdy z nich.

Have a nice dayHave a nice day12 min czytania
9 błędów w tworzeniu SaaS, które po cichu topią młode startupy

Prawie nikt nie buduje produktu SaaS źle z premedytacją. Błędy, które topią młode startupy, to ciche, rozsądnie brzmiące decyzje podejmowane przez mądrych ludzi pod presją — i w danej chwili wszystkie wydają się słuszne. Te same dziewięć błędów obserwowaliśmy w dziesiątkach produktów, zarówno w garażach założycieli, jak i w dobrze finansowanych zespołach. Dobra wiadomość jest taka, że są przewidywalne, a więc możliwe do uniknięcia. To lista, którą chcielibyśmy, by każdy założyciel przykleił sobie do monitora, zanim napisze pierwszą linijkę kodu.

Tworzymy oprogramowanie dla małych i średnich firm, co oznacza, że dzwonią do nas w dwóch zupełnie różnych momentach. Czasem to dzień pierwszy, gdy nie ma jeszcze nic poza szkicem i pomysłem. Częściej, niestety, to dziewiąty miesiąc — gdy założyciel wydał już oszczędności, produkt technicznie działa, a mimo to nikt za niego nie płaci. To drugi rodzaj telefonu nauczył nas tej listy. Za każdym razem sekcja zwłok ujawnia ten sam niewielki zestaw ran, zadanych wcześnie i pozostawionych do zaognienia.

Żaden z tych błędów nie wynika z braku talentu. Ludzie, którzy je popełniają, są zwykle zdolni i pracowici. Problem polega na tym, że budowa SaaS nagradza bardzo specyficzny rodzaj powściągliwości, który nie przychodzi naturalnie, gdy jest się podekscytowanym własnym pomysłem. Przejdźmy więc przez te dziewięć błędów, mniej więcej w kolejności, w jakiej zwykle dają o sobie znać, i bądźmy szczerzy co do tego, dlaczego każdy z nich jest tak kuszący.

1. Sześć miesięcy budowania, zanim porozmawiasz z choćby jednym klientem

To grzech pierworodny i zarazem najkosztowniejszy. Założyciel jest przekonany, że pomysł jest dobry — i może tak być — więc milknie, przez pół roku buduje z głową w monitorze i wychodzi z dopracowanym produktem, o który nikt nie prosił. Rynek nie nagradza wysiłku. Nagradza rozwiązanie problemu, za którego zniknięcie ktoś jest gotów zapłacić.

Rozwiązanie nie jest skomplikowane, jest tylko niewygodne: pokaż coś surowego prawdziwym potencjalnym klientom, zanim będzie gotowe. Klikalna makieta, strona docelowa, a nawet ręczna wersja usługi realizowana mailowo. Każdy tydzień budowania, zanim potwierdzisz, że ludzie tego chcą, to tydzień, który być może poświęcasz na urządzanie domu przy niewłaściwej ulicy.

Rynek nie nagradza wysiłku. Nagradza rozwiązanie problemu, za którego pozbycie się ktoś naprawdę zapłaci.
to, co mówimy każdemu założycielowi na pierwszej rozmowie

2. Budowanie dla miliona użytkowników, których nie masz

Drugi błąd nosi kostium profesjonalizmu. Założyciel albo ambitny wczesny inżynier projektuje system tak, by od pierwszego dnia obsługiwał ogromną skalę — mikroserwisy, Kubernetes, bazy danych w wielu regionach, rozbudowane warstwy buforowania. Wydaje się to odpowiedzialne. W rzeczywistości to pułapka. Wydajesz swój najrzadszy zasób — czas — broniąc się przed problemem, który mógłbyś mieć szczęście mieć.

Nudny monolit z jedną bazą danych spokojnie doniesie cię do pierwszych kilku tysięcy użytkowników i daleko za pierwsze przychody. Decyzje architektoniczne, które liczą się przy skali, niemal nigdy nie są tymi, które da się przewidzieć na starcie, a przedwczesna złożoność sprawia, że produkt zmienia się wolniej — co w pierwszych dniach jest jedyną rzeczą, która naprawdę cię zabija. Buduj dla kolejnych dziesięciu klientów, nie dla wyimaginowanego milionowego.

Tablica podzielona na pół: po lewej jeden schludny prostokąt z napisem 'jedna baza danych, wdrażaj', po prawej splątane spaghetti dziesiątek prostokątów mikroserwisów i strzałek, a zmęczony założyciel wpatruje się w bałagan w biurze startupu
Architektura po prawej wydaje się odpowiedzialna. Dla pierwszego tysiąca użytkowników ta po lewej wygrywa za każdym razem.

3. MVP, które nie jest ani minimalne, ani działające, ani produktem

Wszyscy zgadzają się co do budowy MVP. Prawie nikt naprawdę tego nie robi. Zamiast tego powstaje rozrośnięta "wersja pierwsza" wypchana każdą funkcją, jaką założyciel zdołał sobie wyobrazić, bo wycinanie funkcji wydaje się wycinaniem ambicji. Efekt powstaje trzy razy dłużej, kosztuje trzy razy więcej i trudniej z niego wyciągnąć wnioski — bo gdy przeładowany produkt zawodzi, nie sposób stwierdzić, która część była błędna.

Prawdziwe MVP robi jedną rzecz na tyle dobrze, że ktoś za nią zapłaci. To wszystko. Dyscyplina nie polega na decydowaniu, co dołączyć; polega na decydowaniu, co pominąć, ze świadomością, że każda "oczywista" funkcja, którą odraczasz, to tydzień, który odzyskujesz, i pytanie, na które możesz odpowiedzieć z prawdziwymi użytkownikami zamiast zgadywać.

Szybki test zdrowego rozsądku co do zakresu

Zanim jakakolwiek funkcja trafi do pierwszej wersji, każemy założycielom odpowiedzieć na głos na jedno pytanie: "Gdybyśmy wdrożyli bez tego, czy choćby jeden płacący klient odmówiłby korzystania z produktu?" Jeśli szczera odpowiedź brzmi nie, funkcja czeka. Zdziwisz się, jak wiele z twojej "niezbędnej" listy funkcji wyparowuje pod tym jednym zdaniem.

  • Jeśli funkcja istnieje, by zaimponować inwestorom, a nie by służyć użytkownikowi, czeka.
  • Jeśli funkcja obsługuje przypadek brzegowy, na który natrafi mniej niż 1 na 20 użytkowników, czeka.
  • Jeśli budujesz ustawienia, by konfigurować zachowanie, którego nikt jeszcze nie prosił zmienić, czeka.
  • Jeśli 'konkurencja to ma' jest jedynym powodem, dla którego jest na liście, czeka.
  • Jeśli usunięcie tego nie zatrzymałoby ani jednej sprzedaży, czeka.

4. Traktowanie płatności i onboardingu jako sprawy drugorzędnej

Założyciele wkładają całą miłość w główną funkcję, a potem, dwa tygodnie przed startem, przypominają sobie, że klienci potrzebują sposobu, by się zarejestrować, zapłacić i faktycznie zacząć korzystać. Płatności zostają doczepione w panice. Onboarding to ekran logowania i wzruszenie ramionami. Ale droga od "zainteresowanego odwiedzającego" do "płacącego, aktywnego użytkownika" jest twoim biznesem — i to tam po cichu wycieka większość przychodów.

Widzieliśmy produkty z naprawdę znakomitą funkcją główną, które traciły większość rejestracji w pierwszych pięciu minutach, bo nikt nie potrafił rozgryźć, co robić po rejestracji. Subskrypcje, okresy próbne, rozliczenia proporcjonalne, nieudane płatności, anulowania, doświadczenie pustego ekranu dla zupełnie nowego konta — to nie papierkowa robota. To prawdziwy produkt, dla klienta, w chwili, gdy decyduje, czy zostać.

5. Zepsucie wielodostępności (albo pominięcie jej)

To błąd, który wygląda w porządku aż do chwili, gdy staje się katastrofą. SaaS oznacza wielu klientów dzielących jeden system, a sposób, w jaki rozdzielasz ich dane — wielodostępność — to fundamentalna decyzja. Pomyl się, a albo zbudujesz coś, co nie potrafi prawidłowo izolować klientów, albo, co gorsza, wypuścisz błąd, przez który jedna firma widzi dane drugiej. Nie ma szybszego sposobu, by stracić wszystkich klientów naraz, niż wyciek danych między najemcami.

Nie potrzebujesz egzotycznej konfiguracji. Dla większości wczesnych produktów jedna współdzielona baza danych z rygorystycznie egzekwowanym identyfikatorem najemcy w każdej tabeli i każdym zapytaniu w zupełności wystarcza — pod warunkiem, że izolacja jest wbudowana w fundament i przetestowana, a nie dosypana później. Błędem nie jest wybór prostego podejścia. Błędem jest niepodjęcie świadomej decyzji i odkrycie luki, gdy jest już na produkcji.

Redakcyjna ilustracja budynku mieszkalnego w przekroju, gdzie każde mieszkanie to dane osobnej firmy z solidnymi ścianami między nimi, z wyjątkiem jednej ściany z niepokojącym pęknięciem, przez które papiery przesuwają się z jednego lokalu do drugiego
Wielodostępność to instalacja, której nikt nie widzi — dopóki dane jednego najemcy nie przeciekną do drugiego. Najpierw zbuduj ściany.

6. Wdrażanie w ciemno, bez sposobu, by zobaczyć, co robią użytkownicy

Wdrażasz. Ludzie się rejestrują. A potem... cisza. Nie masz pojęcia, których funkcji dotykają, gdzie utykają ani dlaczego odchodzą. Więc zgadujesz. Budujesz kolejną funkcję na podstawie przeczucia, najgłośniejszego maila od klienta albo własnej intuicji — która, po miesiącach spędzonych we własnym produkcie, jest najmniej wiarygodnym narzędziem, jakie posiadasz.

Podstawowa analityka produktu i prosty sposób zbierania opinii to nie luksus etapu wzrostu. To sposób, w jaki sterujesz. Bez nich nie prowadzisz biznesu, prowadzisz drogą opinię. Nawet wiedza tak prosta jak "80% użytkowników nigdy nie otwiera funkcji, którą budowałem dwa miesiące" jest warta więcej niż kolejne dwa miesiące budowania na ślepo.

7. Odkładanie bezpieczeństwa i kopii zapasowych na 'później'

Szybkość to religia wczesnego etapu i w większości przypadków to słuszne. Ale jest niewielki zestaw rzeczy, których dorobienie później jest katastrofalnie kosztowne, a bezpieczeństwo stoi na czele tej listy. Prawidłowe przechowywanie haseł, zamknięcie dostępu, kto do czego może sięgnąć, oraz — proszę — posiadanie działających, przetestowanych kopii zapasowych to nie opcjonalne funkcje, które dodajesz, gdy masz czas. To podłoga, na której budujesz.

Okrutne w tej kategorii jest to, że uchodzi ci to na sucho aż do chwili, gdy przestaje. Przez rok wszystko jest w porządku, a potem jedno włamanie, jedno przypadkowe masowe usunięcie, jeden poranek z ransomware wymazuje zaufanie i dane, które budowałeś przez ten rok. Nie prosimy o dział bezpieczeństwa. Prosimy, by podstawy były na miejscu od początku, bo koszt dodania ich po incydencie mierzy się w upadłych firmach.

8. Zatrudnienie niewłaściwego wykonawcy na niewłaściwym etapie

Założyciele bez zaplecza technicznego stają przed brutalnym wyborem: kto właściwie to zbuduje? Dwa klasyczne błędy są swoim lustrzanym odbiciem. Jeden to zatrudnienie najtańszego możliwego freelancera, który dostarcza coś, co wygląda dobrze, ale trzyma się na taśmie klejącej, a potem rozsypuje się w chwili, gdy trzeba coś zmienić. Drugi to przezatrudnienie — pełny zespół seniorów z pełnymi pensjami do zbudowania produktu, który nie zarobił ani jednego klienta.

Szczera odpowiedź zależy w całości od tego, gdzie jesteś. By zweryfikować pomysł, chcesz małego, doświadczonego, pragmatycznego zespołu, który już wcześniej budował produkty na wczesnym etapie i dokładnie wie, co pominąć. By skalować sprawdzony produkt, potrzebujesz innych ludzi o innych instynktach. Dopasowanie wykonawcy do etapu to samo w sobie umiejętność — a pomyłka tutaj marnuje więcej pieniędzy niż jakakolwiek decyzja techniczna z tej listy.

9. Traktowanie startu jako linii mety

Ostatni błąd jest najsmutniejszy, bo przychodzi po tylu wysiłkach. Zespół traktuje dzień startu jako cel, rzuca wszystko, by tam dotrzeć, i dociera wyczerpany, bez planu, bez budżetu i bez energii na to, co dalej. Ale start to nie linia mety. To początek jedynej fazy, która się liczy: uczenia się od prawdziwych użytkowników i ulepszania, tydzień po tygodniu.

Produkt SaaS nigdy nie jest "gotowy". Pierwsza wersja to hipoteza, a miesiące po starcie to czas, gdy odkrywasz, jak bardzo była błędna — w dobrym sensie. Założyciele, którzy to planują, którzy trzymają w rezerwie trochę finansowej poduszki i dużo ciekawości, to ci, którzy zamieniają chwiejny start w prawdziwy biznes. Ci, którzy wydali wszystko, by dotrzeć do linii startu, zwykle nie zachodzą dużo dalej.

Biegacz przecina wstęgę z napisem 'START', by ujrzeć długą, krętą drogę ciągnącą się w dal, z drogowskazami 'ucz się', 'iteruj', 'ulepszaj', narysowaną w ciepłym, płaskim stylu redakcyjnym
Start to nie linia mety. To moment, w którym prawdziwy wyścig — nauka od rzeczywistych użytkowników — w końcu się zaczyna.

Jak naprawdę uniknąć wszystkich dziewięciu

Czytanie listy błędów jest łatwe. Unikanie ich pod presją terminu, z własnymi pieniędzmi na szali i własnym pomysłem w sercu, jest naprawdę trudne. Oto więc krótka wersja tego, jak zwykle działają założyciele, którym się udaje — nie jako reguły, lecz jako nawyki warte podkradzenia.

  1. 1
    Waliduj, zanim zbudujesz
    Postaw coś surowego przed prawdziwymi potencjalnymi klientami i potwierdź, że zapłacą, zanim napiszesz poważny kod. Tanie do zrobienia, brutalne do pominięcia.
  2. 2
    Wybierz najmniejszy realny produkt
    Zdefiniuj jedną rzecz, którą twój produkt musi robić, i bezwzględnie odłóż całą resztę. Spisz to, czego 'wersja pierwsza' celowo nie zawiera.
  3. 3
    Buduj nudno i izoluj najemców
    Użyj najprostszej działającej architektury, ale uczyń rozdzielenie danych między klientami fundamentalną, przetestowaną decyzją od pierwszego dnia.
  4. 4
    Zaprojektuj drogę pieniędzy wcześnie
    Traktuj rejestrację, onboarding i płatności jako rdzeń produktu, nie papierkową robotę. Pierwsze pięć minut decyduje, czy reszta zostanie zauważona.
  5. 5
    Oprzyrząduj go, a potem wdróż, by się uczyć
    Wdrażaj z podstawową analityką i opiniami na miejscu, zachowaj finansową poduszkę na fazę po starcie i traktuj pierwszą wersję jako pytanie, nie odpowiedź.
BłądDlaczego kusiRozwiązanie
Budowa przed walidacjąWierzysz w pomysłSprzedaj go, zanim zbudujesz
Przeinżynierowanie pod skalęWydaje się profesjonalneBuduj dla kolejnych dziesięciu użytkowników
Przeładowane 'MVP'Cięcie wydaje się stratąWdróż jedną rzecz, za którą ludzie płacą
Płatności na drugim planieTo nie zabawna częśćZaprojektuj najpierw pierwsze pięć minut
Słaba wielodostępnośćNiewidoczna, póki się nie zepsujeIzoluj najemców od pierwszego dnia
Brak analitykiPrzeczucia wydają się wiedząMierz, nie zgaduj
Bezpieczeństwo 'później'Szybkość wydaje się pilnaZrób cztery podstawy teraz
Zespół na złym etapieTani lub imponujący wygrywaDopasuj wykonawcę do etapu
Start jako linia metyJesteś wyczerpanyZachowaj poduszkę na iteracje
Dziewięć błędów, pokusa stojąca za każdym i rozwiązanie w jednej linii.

Zauważ, że niemal nic z tego nie dotyczy umiejętności programowania. Dotyczy osądu — wiedzy, co budować, co pominąć i kiedy. Właśnie dlatego tak wiele zdolnych technicznie zespołów wciąż tworzy produkty, które zawodzą: trudną częścią SaaS nigdy nie była inżynieria. Była nią powściągliwość.

Budujesz SaaS i chcesz ominąć kosztowne błędy?

Pomogliśmy założycielom przejść od szkicu do skupionej, sprzedawalnej pierwszej wersji bez przepalania miesięcy na niewłaściwe rzeczy. Krótka, szczera rozmowa o twoim pomyśle nic nie kosztuje — a zwykle wiele oszczędza.

Zobacz, jak budujemy oprogramowanie

Częste pytania

Jaki jest pojedynczy najczęstszy błąd w tworzeniu SaaS?
Budowanie miesiącami, zanim potwierdzisz, że ktokolwiek zapłaci. To najkosztowniejszy błąd, bo marnuje najwięcej czasu, i najłatwiejszy do uniknięcia: postaw surową wersję, makietę albo nawet ręczną usługę przed prawdziwymi potencjalnymi klientami i obserwuj, czy faktycznie się zaangażują. Popyt to rzecz, którą trzeba zwalidować jako pierwszą; wszystko inne wynika z niego.
Jak małe powinno naprawdę być MVP?
Mniejsze, niż wydaje się wygodne. Dobry test: nazwij jedną rzecz, którą twój produkt musi robić, by ktoś ci zapłacił, i odłóż wszystko, co nią nie jest. Jeśli wdrożenie bez danej funkcji nie kosztowałoby cię ani jednego płacącego klienta, nie jest ona częścią MVP. Celem jest jak najszybsza nauka od prawdziwych użytkowników, a mniejszy produkt uczy się szybciej.
Czy potrzebuję złożonej architektury albo mikroserwisów do nowego SaaS?
Niemal na pewno nie. Prosta aplikacja z jedną bazą danych spokojnie doniesie większość produktów daleko za ich pierwszych płacących klientów. Przedwczesna złożoność spowalnia wprowadzanie zmian, co jest prawdziwym ryzykiem na wczesnym etapie. Buduj dla kolejnych dziesięciu użytkowników, nie dla wyimaginowanego miliona; możesz przeprojektować architekturę później, gdy będziesz mieć przychody i rzeczywiste dane, by zrobić to dobrze.
Jak poważnie SaaS na wczesnym etapie powinien traktować bezpieczeństwo?
Bardzo, bo podstawy są teraz tanie, a katastrofalne do dorobienia po incydencie. Minimum: prawidłowo hashowane hasła, dostęp oparty na rolach, by użytkownicy widzieli tylko to, co powinni, szyfrowanie w tranzycie oraz automatyczne kopie zapasowe, które faktycznie przetestowałeś, przywracając z nich dane. Nie potrzebujesz działu bezpieczeństwa, ale te fundamenty powinny istnieć od pierwszego dnia.
Czy założyciel bez zaplecza technicznego powinien zatrudnić freelancerów, agencję czy zespół?
To zależy od twojego etapu. By zwalidować pomysł, mały, doświadczony, pragmatyczny partner, który już wcześniej budował produkty na wczesnym etapie, jest zwykle najlepszą wartością — wie, co pominąć. Duży wewnętrzny zespół jest przedwczesny, zanim masz klientów, a najtańszy freelancer często kosztuje najwięcej, gdy trzeba cokolwiek zmienić. Dopasuj wykonawcę do tego, gdzie naprawdę jesteś.
Have a nice day
Have a nice day
Redakcja

Have a nice day to studio programistyczne, które pomaga małym i średnim firmom w cyfryzacji — automatyzacja, sztuczna inteligencja i oprogramowanie na zamówienie, które działa w codziennej pracy, a nie tylko na slajdach.

Pasujące usługi